niedziela, 1 kwietnia 2012

Odcinek pierwszy.

W swojej długiej egzystencji widziałem wiele. Widziałem historie nienawiści, widziałem historie szczęścia i smutku. Widziałem jak ludzie doświadczają szczęścia i jak je tracą, widziałem narodziny nowego życia i jego smutny koniec. Żyjąc w moim parku już niemal 200 lat przeżyłem dwie wojny, na własnej korze poczułem zimne ostrza niemieckich bagnetów. Jestem drzewem zsocjalizowanym . Czy będąc drzewem mogłem jednak doświadczyć miłości? Czy moje gałęzie mogły posmakować soków uczucia tak wielkiego, tak nieszczęśliwego i tak tragicznego, że same chmury postanowiły uronić morze łez? Tak. Moje korzenie smakowały tych soków miłości dosyć regularnie, zwłaszcza dlatego, że stoję w dosyć ustronnej i spokojnej części parku.  Bo wiecie są chwile w życiu drzewa, kiedy ma się ochotę po prostu wziąć i przywalić konarem w łeb tym cholernym ludziom nie mającym nawet krzty kultury. Owszem, nie mogę powiedzieć, że drzewa w jakiś sposób mogą poczuć się zgorszone widokiem dwóch człowieków przedłużających swój gatunek, ale czy naprawdę muszą przy tym tak krzyczeć?  Aż się liście rolują……
Wracając jednak do meritum. Widziałem miłość. Myślę nawet, że można by ją porównać do uczucia, którym pałałem do tej pięknej topoli obok. Chociaż oczywiście ja nie mogłem wsadzać gałęzi do jej ciasnej dziupli......Była za daleko a później ktoś ją zerżnął i przerobił na równie piękny co ona zestaw mebli ogrodowych. Człowieki były typowe dla swojego gatunku, chociaż  siebie się różniły. Jeden z nich ogromny i wysoki przypominał grecki posąg. Drugi  zaś wątły i długowłosy swoją prezencją kojarzył się raczej z tymi delikatnymi jak listki mimozy dziewicami z obrazów Kairi.  Dzień w którym się poznali pamiętam doskonale. Pamiętam również słowa Jagmina
 – Ohhhh…….zaiste dziewica z niego pierwszej kategorii. Sczeznąć mi przyjdzie w piekła centrum samego, jeśli choć raz nie zasmakuję tej soczystej skóry!!! Maryś! Oh Maryś! Cóżże mam uczynić byś uraczył mnie swym ciałem? – Maryś jak to Maryś. Jak się pozornie wydawało człek niewinnej osobowości, pełen wrażliwości i empatii,  zaczerwienił się cały. Urocza purpura, która wstąpiła na jego policzki w magiczny sposób skurczyła spodnie Jagmina. Maryś przygryzł kciuk w geście zastanowienia. Oczywiście od razu gdy zobaczył ten kawał przystojnego chłopa wiedział, że dałby mu nawet na brzegu Raby gdzie radioaktywne ryby żarły oglonione kamienie a uczniowie Drugiego LO łowili na robaka samobójców. Tak, Maryś miał ochotę walić się z Jagminem jak amerykańskie domki w czasie wichury, jednak nie pozwalała mu na to wpojona przez surowych rodziców skromność i przedsiębiorczość. ‘Chcesz coś dla mnie zrobić?’ pomyślał 'Nie ma sprawy.....'. Do głowy wpadł mu iście szatański plan…….

4 komentarze:

  1. Ej, podoba mi się. Pierwszy raz mam okazję czytać opowiadanie, w którym narratorem jest drzewo. Więc ciekawie xd Trochę za krótkie, mam nadzieję, że kolejne odcinki będą chociaż ciut dłuższe. No i duuuży plus za humorystyczne wstawki xd

    OdpowiedzUsuń
  2. haahahah poWALILAS mnie :d walić jak domy w ameryce podczas wichury czy jak to było? jak ja będę teraz spać? pisz następny. Szybko T.T

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne porównania i widzę nawiązanie do "Glorii victis". Szkoda, że Orzeszkowa nie stworzyła swojego dzieła w tak humorystyczny sposób. ;)

    OdpowiedzUsuń